Najnowsze wpisy, strona 9


kwi 18 2004 Koscielna porazka
Komentarze: 1

Dnia 18.04.2004r zespol KCC zagral koncert w dosyc nietypowym jak dla nas miejscu ...

Mianowicie w Centrum mlodziezowym KANA (przykoscielnym) ...Gralismy w bylym kosciele, a scene mielismy na oltazu ... Trudno mowic, ze "nigdy wiecej", bo niewiadomo do czego los moze jeszcze zmusic, ale z pewnoscia NIE zagram wiecej w zadnym klubie mlodziezowym, ani w zadnym kosciele, o ile naprawde nie bede musial ...
Pasuje dobrze do tego calego wydazenia jedno z hasel antropologicznych "inni sa inni, oraz inni mysla inaczej" ...
To my bylismy ci "inni" ...
Najbardziej nie podobala mi sie atmosfera tam panujaca ... pomijajac kwestie techniczne ...

 

 

Najbardziej pokrzepily mnie slowa mamuski, wypowiedziane przed chwila ...
"wasz zespol brzmial najbardziej dojrzale, mieliscie pewne dojrzale brzmienie, i na prawde mi sie podobalo (...) tylko za glosno ...w porownaniu z tamtymi zespolami wypadliscie zdecydowanie najlepiej, brzmieliscie profesjonalnie (...) ten pierwszy zespol, to bylo slychac, ze graja amatorsko, a wy mieliscie pewne rockowe brzmienie ... tylko zdecydowanie za glosno ..." (nie mowila tego, zebym sie ucieszyl, tylko w miare obiektywnie ocenila to czego byla swiadkiem ... mamuska ma jedna ceche, wrodzona chyba - nie klamie, zawsze stara sie tez byc w miare obiektywna)

P.S. Jestem padniety niesamowicie, a na jutro jeszcze musze sie przygotowac ... kiedy ja sie w koncu wyspie ...


duncan : :
kwi 10 2004 święta ?
Komentarze: 0

Swieta, to u mnie rzecz zupelnie normalna, w bardzo malym stopniu odbiegajaca od przecietnego tygodnia pracujacego ... Te niewielkie roznice, to sprzatanie, i troche wiekszy wybor wiktualow w lodowce ...
Jezeli ktos mi zyczy wesolych swiat, itd. itp. to ja sie tylko usmiecham i z grzecznosci odpowiadam ...
Ale te swieta sa dla mnie troszke inne, "bardziej wyjatkowe". A to za sprawa mojej lubej, ktora na swieta przyjechala do Lodzi ... Dzieki niej swieta te sa najprzyjemniejsze, od wielu, wielu  lat ...

Dziekuje kochana J

duncan : :
kwi 07 2004 test na twardzieli ...
Komentarze: 2

Niema to jak wkopać się w obietnice (a obietnicy zawsze trzeba dotrzymac) ...

Obiecalem kumplowi, ze pomoge mu sciagnac Ogara do domu ...
On jechal na Ws-ce, a ja mialem jechac za nim na ogarynie (niesprawnej oczywiscie).
Jak dojechalismy na miejsce, to okazalo sie, ze ogorek nie ma hamulcow (ani przod, ani tyl) i korewskie luzy na kierownicy ... Coz , no jakby to powiedziec ... padlina. Po pewnym czasie udalo sie zrobic Rafalkowi przedni hamulec, ktory dzialal jakby chcial a nie mogl ... Powiedzialem Rafalkowi, ze juz mam po co zyc. Na co on spytal sie mnie, czy juz nie pamietam jakie to sie numery odstawialo. Ja powiedzialem, ze troche sie zmienilem, na co on, ze dziewczyna to nie wszystko, zyje sie po to, by moc robic takie numery ...
Jeszcze jakis czas temu zgodzilbym sie z nim, ale przeciez obiecalem, ze bede na siebie uwazal (zarowno Ani, jak i samemu sobie) ... Dalem slowo, to i musze go dotrzymac ... i znowu konflikt, Rafalowi tez dalem slowo ...
Ostatnie prace zabezpieczania czesci ogaryny przed zgubieniem po drodze i ... I zaczelo padac ...
Zesz w morde ... pomyslalem sobie, ze gozej bedzie mi sie hamowalo przy uzyciu butow ...
Papieros, zeby sie "mniej bac" i w droge ...
Pierwsze szarpniecie i jedziemy. Od razu zauwaylem, ze znosi mnie w lewa strone i musze wkladac nieco sily w kierownice, by go prostowac ... Dobra, najpierw po woli, Zarzewska jest calkiem dluga... i
dziurawa !
Jak wpadlem w szereg dziur polaczonych w jedna aglomeracje, to musialem niezle walczyc o przetrwanie ...
Dojechalismy do Przybyszewskiego, duzo czasu zajelo nam wlaczenie sie do ruchu. Jakos poszlo, a ten pacan zasuwa z 50 km/h, myslalem, ze mu leb urwe jak dojedziemy. Skret w Przedzalniana i juz mozna powiedziec, ze wyczulem padline, nie balem sie tak jak na poczatku, tylko wszystko mi do okola przeszkadzalo ... i cholerne luzy na kierownicy i deszcz, ktory wpadal mi prosto do oczu, to ze caly czas musialem walczyc o ot, by sie nie wpieprzyc na pas przeciwny, a najbardziej przeszkadzal mi brak hamulca noznego i to, ze czasami musialem pomagac sobie butami. Dojezdzamy do wiaduktu na Tramwajowej, a ten debil zasuwa ponad 40 (niech go szlak). Cholerne dziury a ten chrzaniny pierdziped ma (ma?) resorowanie jak rower i do tego cholerne luzy na lozysku wianuszkowym kierownicy ... ech.
Wytrzaslo, wytrzaslo i przejechalem, skret w Narutowicza i juz w domku ...
Dobralo sie dwuch debili, ktorzy nie maja co robic :D
Padalo dalej, wstawilismy kiepa do garazu, wpakowalismysie na "beczadlo" i mokrzy pojechalismuy w dwojke na stacje po browary i zalac karnister benzyna ... Puzniej przy piwku majstrowalismy do 23ciej przy kiepoogarze, ktory dzisiaj juz calkiem ladnie pracuje .

duncan : :
kwi 03 2004 po koncercie
Komentarze: 0

<--k<< pokazało, ze grac potrafia ...Bylo dobrze, chociaz moglismy pograc jeszcze dluzej ...
Niestety, mam tego pecha byc etatowym kierowca zezpolu i nie moglem wczoraj pic za duzo, jedynie "symboliczne" 3 piwka ;) ... Ale to moze i lepiej ... Grunt to dobrze wykonac swoja robote !
sa juz plany na kolejne koncerty ... Kariera przed nami :)

duncan : :
kwi 01 2004 koncert
Komentarze: 1

Organizowanie koncertu, to wcale nie latwa sprawa ...
Zwlaszcza, jak najpierw umawia sie oficjalnie z wlascicielem lokalu, a dopiero puzniej kompletuje sprzet :D 
Oj tak, dzisiaj mialem pracowity dzionek. Musialem pozwozic sprzety z calej Lodzi do "bunkra" .
Na komorke nabilem zapewne niezly (juz sie boje jaki) rachunek ... Mamuska pewnie mnie przeswieci ;)
Jesli jutro damy dupy, to chyba polamie wioslo i zaniecham kariere muzyka rockowego ;)
<--k<< in concert ...

duncan : :